Opinia opublikowana za zgodą autorki i pochodząca z bloga  mamygadzety.pl

 

Bugaboo Cameleon3 słynie ze swojej lekkości, zwrotności i łatwości prowadzenia. Naprawdę trudno jest znaleźć drugi wózek, który jest tak przyjazny w prowadzeniu. Najnowsza wersja Cameleona3 nie odbiega w tej kwestii od swoich poprzedników. I zakochałam się w niej dokładnie tak samo jak w pierwszym Cameleonie, którego posiadałam :) To jest wózek, który może być jedynym wózkiem, który posiadacie od narodzin aż do odwózkowania waszego dziecka, jest po prostu niesamowicie uniwersalny i dopasowuje się do waszych potrzeb. Nie jest to ani wózek terenowy, ani miejska parasolka, ale mimo to radzi sobie bardzo dobrze zarówno w terenie jak i w mieście.

 

 

To, co jest najbardziej charakterystyczne dla Cameleona, to jego bardzo oryginalny wygląd – ja stawiam go w tym względzie na równi ze Stokke Xplory. Nie przypomina klasycznego wózka i sprawia wrażenie dość niskiego. Ale dla mnie to jest jeden z najładniejszych wózków jaki istnieje, chociaż wiem, że nie każdemu się podoba.

 

 

Testowałam go przez 2 tygodnie naszych nadmorskich wakacji z myślą o ewentualnym zakupie dla mającej się urodzić córki, więc starałam się odłożyć na bok moje emocjonalne podejście do tej marki i sprawdzić, czy faktycznie sprawdzi się u nas jako jedyny wózek.

 

 

Bugaboo zachwyca uniwersalnością – ma dwa tylne duże koła, które świetnie radzą sobie na wyboistych drogach czy w lesie i dwa małe bardzo zwrotne przednie kółka, które sprawiają, że jest niezwykle zwrotny i bardzo łatwy w prowadzeniu. Przednie koła są amortyzowane – poziom amortyzacji dopasowuje się do wagi dziecka, więc sprawdza się zarówno przy noworodku, jak i kilkulatku.

 

 

Stelaż jest bardzo lekki (6 kg razem z kołami), rączka jest przekładana, co znacznie ułatwia jazdę w terenie – jeśli wjeżdżamy do lasu, to jednym ruchem przekładamy rączkę na drugą stronę i jedziemy dużymi kołami do przodu.

 

 

 

Kosz pod wózkiem jest bardzo duży (pojemność 24 l) i zamykany, dzięki czemu mamy pewność, że nic z niego nie wypadnie. Jedyny minus, to utrudniony dostęp do kosza w wersji z gondolą, ale da się to przeżyć :)

 

 

Kolejna zaleta to rączka przedłużana teleskopowo, dzięki czemu wózek nadaje się zarówno dla wysokich jak i niskich rodziców.

 

To co może drażnić to ręczny hamulec, ja się do niego przyzwyczaiłam (chociaż na początku cały czas szukałam go pod nogą) i muszę przyznać, że w najnowszej wersji jest on dużo łatwiejszy w obsłudze niż w starszych rocznikach – zaciąga się i zwalnia go jedną ręką.

 

Absolutnie najlepszą zmianą w najnowszej wersji jest budka – jest przedłużana, co sprawia, że dziecko leżące w wózku może być praktycznie w całości osłonięte przed słońcem, wiatrem i śniegiem. Do tej pory taka przedłużana wersja budki była dostępna w wersji letniej (jako dodatkowe akcesorium), i nie do końca można było jej używać podczas chłodów i mrozów – teraz niezależnie od pory roku nie musimy się martwić o ochronę śpiącego dziecka przed pogodą.

 

Gondolę Cameleona bardzo lubię – jest dość duża (76 cm x 32 cm) i głęboka (18 cm), a najfajniejsze jest to, że w bardzo prosty sposób można ją złożyć na płasko! Do gondoli doczepiane jest przykrycie, które przydaje się w chłodniejszych miesiącach – po nałożeniu przykrycia i naciągnięciu budki dziecko w całości jest osłonięte, więc w czasie wichur i śnieżyc spokojnie możemy iść na spacer :)

 

 

Gondola z maksymalnie przedłużoną budką

 

 

Spacerówka jest kubełkowa, co nie będzie odpowiadać każdemu, ale ja osobiście bardzo lubię kubełki. Sprawdzają się znacznie lepiej przy dzieciach, które nie siadają jeszcze pewnie. Kiedy wkładałam kilkumiesięcznego niemowlaka do normalnej spacerówki często po kilku minutach dziecko osuwało się na bok i siedziało krzywo, co chwilę próbując się podnieść do normalnej pozycji, w kubełku takiego problemu nie ma. Siedzisko nie jest zbyt duże, ale dzieci do 90 cm wzrostu mieszczą się w nim, bez przebijania głową budki :) Lila ma w tej chwili 89 cm i spała w wózku wygodnie z zaciągniętą budką.

 

Siedzisko spacerowe za pomocą dwóch przycisków można ustawić w 3 pozycjach – leżącej, półsiedzącej i pionowej. Spacerówka może być ustawiona przodem lub tyłem do kierunku jazdy, co dla mnie jest bardzo ważne – małe dziecko, które dopiero co przesadzam do spacerówki wożę przodem do siebie, a starszaka którego bardziej interesuje świat niż ja wożę tyłem do siebie.

 

 

Doczepiany pałąk służy do przenoszenia gondoli i siedziska, które skonstruowane są tak, że mogą samodzielnie leżeć na ziemi – jeśli więc nie mamy łóżeczka turystycznego dla niemowlaka, to gondola w zupełności wystarczy :) Trzymając za pałąk możemy też gondolę przenosić, co sprawdza się jeśli mieszkacie w bloku bez windy :) Łatwiej jest wnieść po schodach samą gondolę z dzieckiem niż cały wózek ze stelażem.

 

 

Pałąk w wersji Cameleon3 jest zginany, więc można go odczepić tylko z jednej strony, co znacznie upraszcza wyciąganie dziecka z wózka. Jedyny minus pałąka to fakt, że jest pokryty pianką, którą ząbkujące dzieci uwielbiają gryźć – na szczęście na pałąk można dokupić ochraniacz, albo obszyć go skórą. Niektórej limitowane wersje Bugaboo mają pałąki pokryte skórą, więc da się ten problem jakoś rozwiązać.

 

Jeśli chcecie jeździć wózkiem po naprawdę trudnym terenie – czyli głęboki piasek i śnieg, to możecie złożyć Cameleona do pozycji dwukołowej i ciągnąć go za sobą. Oczywiście wykorzystaliśmy fakt zabrania wózka nad morze i testowaliśmy też tę pozycję. Złożenie wózka nie jest trudne – trzeba odczepić przednie koła, rozłożyć stelaż i zamontować siedzisko – naprawdę nic trudnego i pewnie przy odrobinie wprawy robi się to w kilkadziesiąt sekund. Wózek nieco łatwiej wtedy jedzie po piachu, ale nie jest to super wygodna pozycja na dłuższy czas, szczególnie jeśli wieziecie ciężkie dziecko i obładowany wózek – my preferowaliśmy jazdę po plaży z dużymi kołami z przodu i zablokowanymi małymi kółkami – porównywalnie ciężko, ale nie trzeba było utrzymywać całego ciężaru wózka, dziecka i bagaży.

 

 

Cameleon jest naprawdę bardzo kompaktowym wózkiem i mieści się do każdego bagażnika – sprawdziliśmy to wracając od znajomych małą hondą z zapakowaną połową bagażnika – wózek zmieścił się tam bez problemu :) Jedyna wada to fakt, że składa się w dwóch częściach (osobno stelaż i gondola/siedzisko), co jest bardziej czasochłonne, chociaż z drugiej strony pewnie daje większe możliwości przy upychaniu wózka do zapchanego samochodu :)

 

 

 

 

Największą wadą Cameleona3 jest niewątpliwie jego cena, kosztuje ponad 4000 zł, a czasami znacznie więcej, jeśli chcemy kpić edycję limitowaną. I o cenę pytacie mnie najczęściej – czy warto tyle inwestować w wózek. Moim zdaniem jeśli kogoś stać na taki wózek, to nigdy nie będzie na ten wózek narzekał – bo jest bardzo uniwersalny, wygodny i łatwy w użyciu, a do tego ładny i porządnie wykonany. (...)

 

Jeśli rozważacie zakup używanego modelu, to zachęcam do przeczytania mojej starej notki, w której podpowiadam, jak kupić Cameleona żeby się nie naciąć i wiedzieć którą wersję się kupuje. Jeśli zaś myślicie o nowej wersji to na bugaboo.pl możecie pooglądać sobie wszystkie wersje kolorystyczne i limitowane edycje. A na stronie międzynarodowej (o tutaj) możecie zobaczyć krótkie filmy, które prezentują wszystkie funkcje wózka.

 

Ja dosyć mocno rozważam zakup tego modelu, chociaż mam przed sobą jeszcze kilka innych wózków do przetestowania zanim podejmę ostateczną decyzję :)

 

I na koniec specyfikacja techniczna:

 

Wymiary rozłożonego wózka:  

  • długość – 90-97 cm / w zależności od ustawienia wysokości rączki /
  • szerokość – 59 cm
  • wysokość max. po wyciągnięciu rączki – 110 cm

 

Wymiary złożonego wózka:

  • długość – 86 cm
  • szerokość – 59 cm / bez kół – 49 cm
  • wysokość – 30 cm / bez kół – 25 cm

 

Wymiary gondoli:

  • długość – 76 cm
  • szerokość – 32 cm
  • głębokość -18 cm

 

Wymiary siedziska spacerowego:

  • wysokość oparcia – 52 cm
  • głębokość siedziska – 24 cm
  • szerokość siedziska – 33 cm

 

Waga wózka:

  • stelaż z kołami – 6 kg
  • siedzisko – 3 kg
  • gondola – 3 kg

 

 

Opinia opublikowana za zgodą autorki i pochodząca z bloga  mamygadzety.pl